Świt: Transferowa tragedia, czy skutecznie uzupełniana kadra?

Świt Nowy Dwór Maz.

9 transferów do klubu, z czego 6 zawodników rozegrało łącznie tylko 496 minut. Takim wynikiem może się pochwalić Świt Nowy Dwór Mazowiecki po rundzie jesiennej. Wydaje się być to jednym z powodów kryzysu, jaki dotknął Świt w trakcie rundy. Ilość i jakość nie zawsze idą w parze. Sprawdźcie kilka spostrzeżeń na ten temat.

W składzie Świtu latem zaszła mała rewolucja. Z zespołem pożegnali się trzej kluczowi zawodnicy. Mowa o Krzysztofie Naporze, Rafale Maciejewski i Dawidzie Jabłońskim. Napora stanowił ważny element bloku defensywnego. Aktualnie wraz ze Skrą Częstochowa lideruje III grupie III ligi. Przez długi czas trener Rafał Kleniewski szukał zastępstwa na tę pozycję. Ostatecznie na prawej stronie defensywy przez całą rundę wystąpiło 5 zawodników.

Świt stracił również moc na skrzydłach. Rafał Maciejewski wiosną poprzedniego sezonu był najskuteczniejszym zawodnikiem. Dawid Jabłoński zaś stanowił kluczowy element układanki jeszcze za czasów Przemysława Cecherza.

Przed sezonem do Świtu dołączyło 10 zawodników. Jednak niewielu z nich zaistniało w klubie przy Sportowej. Kadra nowodworskiego klubu liczyła 30 osób. Na regularną grę liczyć mogła jednak niespełna połowa, bowiem tylko 16.

Michael Chojnicki to prawy obrońca, który trafił do Świtu z angielskiego St Helens Town AFC. 20-latek zagrał jesienią tylko 95 minut. Na swojej pozycji regularnie przegrywał rywalizację odpowiednio z Konradem Perzyną, Mateuszem Darą i Przemysławem Przysową. Krótko mówiąc transfer nie był trafiony.

Kamil Wiśniewski przyszedł do Nowego Dworu z warszawskiego Hutnika. Początek sezonu miał nienajlepszy, ciężko było mu się odnaleźć w wyjściowej jedenastce. Grywał jednak regularnie. W mniejszym lub większym wymiarze czasowym, aż do momentu, w którym stał się kluczową postacią zespołu i potrafił przesądzić o zwycięstwie. Przyjście Wiśniewskiego można zatem ocenić na plus.

Krystian Pałczyński trafił do Świtu z GKS-u Bełchatów. W macierzystym klubie nie potrafił sobie wywalczyć miejsca, ani w I, ani w II lidze. W Nowym Dworze grywał regularnie i zdobył 4 gole. Nie pokazał jednak, że może być liderem zespołu. Jeśli dobrze przepracuje okres przygotowawczy i wywalczy miejsce w składzie może okazać się wzmocnieniem, na ten moment, ten transfer zasługuje jedynie na miano uzupełnienia składu.

Mikołaj Bolmowski trafił do Świtu z juniorów Polonii Warszawa. Zadebiutował równie szybko jak Chojnicki, bo już w pierwszym meczu ligowym. Później wszedł jeszcze tylko raz. W obu spotkaniach zgromadził raptem 13 minut i Świtu nie zbawił. Przepadł. Grając głównie w rezerwach.

Po raz pierwszy od dawna Świt zrealizował też transfer w ostatnim dniu okienka. Do Nowego Dworu powrócił Paweł Broniszewski. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Popularny “Bronek” świetnie załatał dziurę, która powstała w środku pola, wobec kontuzji Krystiana Pomorskiego. W wielu meczach wyróżniał się i pokazał, że w Widzewie zwyczajnie nie dostał szansy. Transfer na duży plus.

Do Świtu dołączył również Radosław Śledziewski. Wychowanek Legionovii Legionowo, po sezonie gry w Huraganie Wołomin, miał zastąpić jednego z duetu Maciejewski – Jabłoński. Przemawiał za nim status młodzieżowca i niezła postawa w sparingach. Ostatecznie pojawił się na boisku tylko w 6 meczach, gromadząc 120 minut. To nie najlepszy wynik, jak na zawodnika z którym wiązano nadzieje. Na ten moment to wpadka. Śledziewski ma jeszcze wiosnę, aby się obronić.

Konstantyn Ślęzak to kolejny młody, zdolny. Podobnie jak Bolmowski urodzony w 1999 roku. Do Świtu trafił z UKS-u Bródno. W czterech meczach zgromadził 43 minuty. Ataku Biało-Zielonych nie zbawił i w najbliższym czasie raczej się to nie stanie. Minus.

Kolejnym nowym napastnikiem w zespole Świtu jest Kewin Przygoda. Do zespołu dołączył późno, z juniorów Polonii Warszawa. 19-latek zagrał w 4 meczach, łacznie przez 59 minut. Przez ten czas nie pokazał zbyt wiele. Nie dostawał też za dużo czasu. Być może wiosną pokaże więcej. Na ten moment niewypał.

Miłosz Turewicz miał rywalizować z Mateuszem Darą o miejsce w środku pola, w roli młodzieżowca. Bezapelacyjnie przegrał tę rywalizację. 5 meczów, 1 w wyjściowym składzie i tylko 166 minut. Mało jak na zawodnika, który poprzedni sezon spędził w kadrze ekstraklasowego Górnika Łęczna. 

Z wypożyczenia do juniorów Górnika Zabrze wrócił również Maciej Sawicki, wychowanek Świtu. Zawodnik urodzony w 2000 roku nie dostał jednak szansy na pokazanie swoich umiejętności.

Jak przedstawia powyższe zestawienie tylko dwa transfery można uznać za wzmocnienia. Mowa o Pawle Broniszewski i Kamilu Wiśniewskim. Dobrym uzupełnieniem składu okazał się Krystian Pałczyński, który wzmocnił rywalizację wśród napastników.

Pozostała szóstka rozegrała łącznie 496 minut. To zdecydowanie słaby wynik. Gdy dołożymy do tego fakt, iż o sile kadry Świtu w tej rundzie stanowiło 16 zawodników, w tym dwóch bramkarzy, poniekąd usprawiedliwia to słabe rezultaty w trakcie rundy jesiennej. Świadczy to jedynie o tym, że Świt latem nie trafił z transferami, a kadra nie jest silna, a jedynie szeroka. 

Dodatkowo na niekorzyść letnich transferów składa się jeszcze jeden fakt. Duża część pozyskanych zawodników regularnie, zamiast w pierwszym zespole, grywała w rezerwach. Wydawało się, że powinno być to dobre dla samych piłkarzy, którzy mogli się ogrywać. Drugi zespół Świtu  zajmuje jednak dopiero 13. miejsce w tabeli Ligi Okręgowej, gdzie zgromadził 13 punktów, przegrał 10 meczów, wygrywając 4 i jeden remisując.

Jeśli Świt ma walczyć o wyższe cele niż utrzymanie, musi się wzmocnić, a nie tylko uzupełnić skład. Trudno jednak zimą spodziewać się transferowej rewolucji. Być może jednak wraz ze zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia, Mikołaj przyniesie nowodworskim kibicom jakieś prezenty? Kto wie.