Marek Brzozowski: Jesteśmy w niezłej pozycji do walki o awans [Wywiad – cz. 1]

Świt Nowy Dwór Maz.

Świt Nowy Dwór Mazowiecki zakończył rundę jesienną zwycięstwem 2:1 w starciu z Olimpią Zambrów. Tym samym Biało-zieloni przerwę zimową spędzą na fotelu wicelidera ze stratą zaledwie 4. punktów do Sokoła Ostróda. Przed rokiem w sezonie 2018/19 nowodworzanie na tym etapie rozgrywek zajmowali odległą 14. pozycję. Gdyby wówczas powiedzieć kibicom przy Sportowej 66, że 12. miesięcy później Świt będzie wiceliderem tabeli, Ci popukaliby się z politowaniem w głowę. W styczniu na stanowisku trenera pierwszej drużyny Rafała Kleniewskiego zastąpił Marek Brzozowski. W pierwszej części rozmowy z obecnym szkoleniowcem pytamy go m.in. jak ocenia grę drużyny w rundzie jesiennej, o trudności związane z dużą ilością meczów wyjazdowych i jakie szanse ma Świt w walce o awans do II ligi.

WL: Panie trenerze w pierwszej kolejności chciałbym pogratulować zwycięstwa z Olimpią Zambrów 2:1. Jak Pan ocenia to spotkanie?

MB: Nie weszliśmy dobrze w ten mecz i kilka rzeczy, gdzieś nie funkcjonowało tak jak byśmy chcieli. Dużo własnych strat, które powodowały, że przeciwnik szybko się przedostawał na naszą połowę. Nie wynikało to z tego, że nas zdominowali tylko sami to sprowokowaliśmy. Przez to uciekała nam płynność gry. Nie mogliśmy grać tego co chcieliśmy, czyli dłużej utrzymywać się przy piłce. Było 5 lub 6 podań, niedokładne zagranie, starta i pozwoliliśmy przeciwnikowi się nakręcać. Bramka stracona po błędzie indywidualnym. W polu karnym nikt nie wyszedł do zawodnika. Wrzutka, pierwszy strzał obronił Błażej (przyp. red. Niezgoda), ale nikt go nie zaasekurował.

W drugiej połowie zespół zagrał już lepiej, ale do szatni schodziliście przegrywając 1:0.

Szkoda straconej bramki, ale myślę, że to był punkt zwrotny w tym meczu. Poznałem już na tyle dobrze ten zespół, że po straconej bramce następuje mocne przebudzenie i wtedy okazuje się, że dopiero gramy, to co zaplanowaliśmy sobie przed meczem.  Dzisiaj było tak samo. W przerwie skorygowaliśmy ustawienie i piłkarze spisali się perfekcyjnie. Zaczęli zbierać drugie piłki, co było naszym kłopotem w pierwszej połowie. Dobrze grę czytał Krystian Pomorski, który odegrał kluczową rolę, praktycznie cały czas zbierając piłkę w środku pola.

To jak zagraliśmy w drugiej połowie chciałbym, żebyśmy zawsze grali w taki sposób. Gdzie wszystkich ciągnie do przodu i jesteśmy agresywni. Nawet jeśli straciliśmy piłkę, to szybko ją odbieraliśmy. Było widać wielką determinację i pasję u zawodników. Widać było, że oni bardzo chcieli, żebyśmy tą zimę spędzili na pozycji wicelidera. Wydaje mi się, że jesteśmy w niezłej pozycji do walki o awans. Ze spokojem możemy atakować nie mając jakieś większej straty punktowej. Ostróda ma jeszcze zaległe spotkanie z Legią. Na razie jednak mecz się nie dobył, nikt jeszcze punktów nie zdobył. Nawet zakładając, że Ostróda wygra ten mecz z Legią II, w co wątpię, to mamy 4 punkty straty. Jeśli nie to 7 punktów. To nie jest dużo.

Myśli Pan, że Świt jest w lepszej sytuacji niż obecny lider z Ostródy?

Gramy u siebie 10 meczów z czego 8 z drużynami z pierwszej dziesiątki. Natomiast Ostróda odwrotnie. Jedzie do Zambrowa, Białej Piskiej, Tomaszowa Mazowieckiego, Łowicza, Aleksandrowa Łódzkiego czy Radomska. To są trudne wyjazdy więc będą mieli gdzie gubić punkty. My natomiast mamy dwa takie wyjazdy. Właśnie do Ostródy i do Łowicza. W ostatniej kolejce jedziemy do Wasilkowa. Wcześniej do Wysokiego Mazowieckiego czy Radomia i z większym prawdopodobieństwem można się spodziewać 3 punktów. Terminarz wiosenny jest korzystniejszy dla nas. Jeśli klub nam pomoże, to jesteśmy w stanie jeszcze namieszać w tym sezonie.

Tak jak Pan wspomniał Świt grał bardzo dużo meczów wyjazdowych. Jaki wpływ w Pana ocenie miało to na drużynę? Nie byliście już tym zmęczeni? W meczu z Wasilkowem, pierwszym od 5. kolejek na własnym stadionie, widać było w zespole wielką radość, kiedy w końcu mogli zagrać przy Sportowej.

Zgadza się, bo powiedzmy sobie szczerze. Każda podróż czy to jest 100, 200 czy 300 kilometrów, to zostawia ona na zdrowiu zawodników większe zmęczenie, zmniejsza koncentrację. Samo to, że jedzie się na zgiętych nogach, to już ma wpływ na dyspozycję motoryczną zespołu. Rywale są tego świadomi i doskonale wiedzą, że jest nam trudniej na tych wyjazdach wybiegać spotkanie. Tak jak wybiegaliśmy w drugiej połowie w meczu z Zambrowem. Jest różnica, kiedy grasz u siebie. Wyśpisz się we własnym łóżku, gdzie wychodzi się z domu, je normalne śniadanie. Jeśli ktoś potrzebuje pójść na spacer przed meczem, to sobie idzie na ten spacer. To wszystko ma wpływ na chłopaków.

Między kolejnymi spotkaniami zespół nie zawsze trenował na Sportowej. To również musiał być problem.

W związku z remontem niewiele trenowaliśmy na Sportowej. Część treningów musieliśmy przenieść do Modlina. Było dużo aspektów, które powodowały, że nie czuliśmy, że jesteśmy w domu. Tydzień temu wróciliśmy i widać było euforię w chłopakach z resztą dzisiaj było tak samo. Chociaż to boisko nie jest teraz jakieś rewelacyjnie, to jesteśmy u siebie. Tutaj czujemy się panami losu i myślę, że to jest nasz wielki handicap na rundę wiosenną, że często będziemy u siebie, a nie tułać się po całym regionie.

W pierwszej połowie sezonu Świt prezentował się bardzo dobrze. W październiku przyszła jednak zadyszka i seria 4. remisów z rzędu. Czym to mogło być spowodowane?

Nie traktuję tych spotkań jak porażek. Na pewno uciekły nam punkty, ale weźmy pod uwagę, że zremisowaliśmy w Morągu, gdzie przegrała tam Ostróda 4:2, przegrał Aleksandrów Łódzki 3:1. To był trudny teren. Zremisowaliśmy z Legią w Ząbkach, gdzie przynajmniej w pierwszej połowie zdominowaliśmy przeciwnika. Remisowaliśmy na wyjazdach z rywalami ze ścisłej czołówki. W Tomaszowie wrócił stary trener, gdzie specjalnie dla niego przyszło bardzo dużo ludzi. Zrobili fajną otoczkę, odbudowali się i na to nikt nie patrzy. Najbardziej boli mnie remis z Ursusem. Prowadząc 1:0, gdzie mieliśmy trzy 100% okazje do strzelenia bramki, tracimy gola na 1:1 w 90 minucie. Uważam, że tam właściwie przegraliśmy i straciliśmy 2 punkty. Na koniec sezonu, jeśli awansujemy, to powiem, że bez tych 4 punktów byśmy nie awansowali.

A jaki wpływ na samopoczucie zespołu miały te remisy czy wcześniej przegrany mecz z Concrodią lub Ostródą?

Te remisy miały w ogólnym rozrachunku pozytywny wpływ na morale zespołu. Oczywiście chłopaki chodzili wkurzeni, był ogromny niedosyt  ale ważniejsze w tamtym momencie było, że nie przegraliśmy. Bo na ten moment  nie przegraliśmy od 8. kolejek, gdzie wcześniej ta seria trwała 7 spotkań. W sumie w całej rundzie nie przegraliśmy 15 meczów. Mecz z Radomskiem uważam za najsłabszy mecz w całej rundzie. Wszyscy wtedy czuli się źle fizycznie. Nie wiem z czego to wynikało. Mieliśmy wtedy lżejszy mikro-cykl przed tym meczem więc ciężko nawet wskazać konkretną przyczynę. Z Ostródą zasłużyliśmy co najmniej na remis, a z Concordią zadecydował tak naprawdę jeden przypadkowy rzut karny. Później przeciwnik zamurował się na 16. metrze i tam też nie zasłużyliśmy na porażkę. To musiało się przytrafić, bo nie jesteśmy maszynami. Jestem dumny z chłopaków, że pomimo różnych przeciwności potrafili sobie z nimi poradzić i kończymy jesień jako wicelider.

Czyli ogólnie runda bardzo na plus. Czy drużynie udało się spełnić postawioną przez Pana cel na tą rundę?

Przed sezonem ważny dla mnie był jeden cel. Analiza rudny wiosennej sezonu 2018/2019 pokazała, że źle bronimy jako zespół. Nie mówię, że mamy złych obrońców, tylko o zespole jako całości. Traciliśmy masę bramek po kontrach, po głupich stratach i mieliśmy problem z odbudową ustawienia. Na poprawie tych aspektów skupiliśmy się w 60% w okresie przygotowawczym i sparingach. Jesteśmy jedną z trzech drużyn, które mają najmniej straconych bramek – Sokół Ostróda, Legia II i my (przyp. red. po 17 straconych goli) więc, to jest bardzo duży plus. Teraz jeżeli dołożymy do tego, że będziemy zdobywać więcej bramek, bo to był gdzieś nasz kłopot, że brakowało nam momentami tej skuteczności i zbilansujemy te dwie rzeczy, to będzie w porządku.

Był moment, że liczba spotkań, które zakończyły się podziałem punktów, niebezpiecznie zbliżyła się do liczby zwycięstw. Nie obawiał się Pan, że Świt zostanie królem remisów tej jesieni?

Szkoda na pewno tych remisów, bo mogliśmy zdobyć te 5 punktów więcej i kluczowe w mojej ocenie nie przegrać z Ostródą. Sokół miałby dwa punkty mniej, a my jeden więcej. Tak jak wspomniałem już szkoda meczu z Ursusem i remisu u siebie z Ruchem Wysokie Mazowieckie. To są dwa mecze, gdzie powinniśmy mieć 3 punkty, co najmniej remis z Ostródą i może bylibyśmy teraz na pozycji lidera. Może się jednak okazać tak, że to co się stało jest lepsze, bo dostaliśmy lekcję pokory. Z drugiej strony jest to sygnał, że można dać z siebie jeszcze więcej, że można coś jeszcze poprawić, że można tutaj jeszcze zawalczyć.

Nie zmieniliśmy jednak naszego stylu gry, kiedy noga nam się powinęła. Nie stanęliśmy na 16. metrze i nie wybijaliśmy piłki do przodu licząc na szczęście i że Ciach z Maciejewskim będą się do niej ścigać. Tylko czy szło, czy nie szło, to styl zachowaliśmy. Oczywiście balansowaliśmy między ustawieniem 3-5-2 a 4-3-3 natomiast to była tylko kwestia doboru zawodników do rywala. Potrafimy grać jednym i drugim systemem jak i płynnie przejść z jednego do drugiego już w trakcie meczu, co pokazaliśmy w Aleksandrowie. Tam zaczynaliśmy grę na trzech stoperów, a przeszliśmy płynnie na 4-3-3 i wygraliśmy w końcówce 3:2.

Druga część rozmowy z trenerem Markiem Brzozowskim w czwartkowe popołudnie.