Wywiad z Łukaszem Zwolińskim. NGA kuźnią bramkarskich talentów?

Piłka Młodzieżowa

Wywiad z założycielem oraz trenerem szkółki bramkarskiej Novia Goalkipeer Academy, Łukaszem Zwolińskim o całym przedsięwzięciu oraz talentach, które rozwijają się w akademii.

Marcin Koryń – Jak prowadzona jest Akademia?

Łukasz Zwoliński – Akademia jest prowadzona przeze mnie, w której jest sześć grup. Zawodnicy są podzieleni według swojego wieku i dla każdych od 12 do 18 roku życia mamy osobny program treningowy. Jeśli chodzi o Legionovię to są to zawodnicy, którzy przeszli ścisłą selekcję. Z każdej z drużyn wybieramy tych najzdolniejszych, łączymy je w grupy w zależności od tego, w jakim są wieku a następnie przechodzą cykle treningowe. Najmłodsze grupy są stworzone dla dzieci, które kochają bronić i tutaj bronić może każdy. Oni też mają osobny cykl treningowy. Wszystkie treningi prowadzę sam i tak to wygląda.

M.K  Jak prowadzona jest selekcja?

Ł.Z  W grupach niższych może przyjść każdy. Jak wiemy każdy kocha strzelać bramki oraz grać w piłkę tak samo każdy może kochać bronić. Jeśli chodzi o selekcję to bardzo ważne są warunki fizyczne, bo nie ukrywajmy, że bramkarz musi mieć odpowiedni wzrost. Jest to jeden z podstawowych czynników branych pod uwagę, jeśli chodzi o proces selekcyjny. Robimy również badania wzrostu zawodnikom i tak to mniej  więcej wygląda.

M.K – A jak wygląda idealny profil bramkarza NGA?

Ł.Z – Jak wspomniałem, dobre warunki fizyczne, obdarzony znakomitą techniką oraz chwytem. Grający wysoko i odważnie nie bojąc się podjąć ryzyka. Zwinny, gibki i elastyczny. Bezczelny w grze obiema nogami. U mnie w bramce, ma być Brazylia.

M.K Jak to się stało, że Pan otworzył Akademię?

Ł.Z – To było dwa lata temu. Kiedy pracowałem już trzeci czy czwarty rok jako trener bramkarzy Legionovii chcieliśmy, żeby to wyglądało w miarę dobrze, jak nam pozwalają warunki w klubie. Braliśmy przykład z innych klubów, by wyglądało to profesjonalnie i wpadłem na taki pomysł, że skoro jest akademia szkolenia piłkarzy to możemy również otworzyć akademię bramkarską. Z tym pomysłem przyszedłem do zarządu i podano mi pomocną dłoń. Przestawiłem odpowiedni plan, na który się zgodzili i całą szkółkę nazwaliśmy od skrótu Legionovii, Novia Goalkeeper Academy no i tak powstało całe NGA. W całym procesie pomógł mi prywatny sponsor w osobie Adama Mitura, który jest właścicielem firmy Mitura Academy. Ufundował nam komplety strojów bramkarskich. Pomógł nam również Jakub Rosołowski z R-gola, który zakupił dla nas koszulki dla bramkarzy. Teraz trochę cierpimy i każdy grosz jest mile widziany.

M.K – Jaki poziom reprezentują wychowankowie?

Ł.Z  Ci którzy przeszli jakiś proces selekcji wyglądają bardzo dobrze i nie mamy się czego wstydzić. Wiadomo, że jesteśmy młodą akademią i jak wspomniałem istniejemy dopiero dwa lata. Natomiast, mam już swoje sukcesy. Dążymy do tego, by była jakość w każdym roczniku. Chcemy nie ładnie mówiąc, wyprodukować seniorów i jeśli chodzi o młodsze roczniki to jest bardzo dobrze. Chłopcy prezentują wysoki poziom i zdobywają nagrody indywidualne na turniejach. Również w rozgrywkach ligowych nasi bramkarze mają najmniej straconych bramek, jeśli chodzi o te mecze.

M.K – Kto na daną chwilę jest najlepszym bramkarzem akademii?

Ł.Z – Co sezon robimy taką rzecz, że przy współpracy między trenerem bramkarzy a trenerami poszczególnych roczników i za każdy mecz ligowy bramkarze są oceniani a następnie zdobywają punkty. Jest brana pod uwagę praca na treningach, frekwencja oraz jak zawodnicy prezentują się w lidze. Najlepszym bramkarzem w tym sezonie w NGA został Jan Krzywański z rocznika 2003. Uważam, że jest bardzo zdolnym zawodnikiem. Jeśli będzie tak trenował, jak dotychczas to może coś z niego być. Na turnieju w Hiszpanii, jego drużyna zajęła pierwsze miejsce i puścił tylko dwie bramki na 5. spotkań. To tylko potwierdzenie, że nagroda, którą otrzymał w tym sezonie została mu wręczona słusznie. Chce powiedzieć jeszcze, że jest jednym z wielu. Jest naprawdę kilku chłopców z wielkim potencjałem i kwestią jest to, że trzeba nad nimi zwyczajnie popracować i według mnie będziemy mieli jedynie kłopot bogactwa.

M.K  Jak wygląda współpraca z trenerami innych roczników?

Ł.Z – Jednym z warunków dobrego szkolenia bramkarzy, jest ścisła współpraca z między trenerem bramkarzy a trenerami poszczególnych roczników. Jeśli chodzi o Legionovię, wygląda to bardzo dobrze i nie mogę złego słowa powiedzieć. Ścisła współpraca pomaga, by polepszyć te umiejętności na bramce. Informuje każdego trenera w jakiej dyspozycji jest dany bramkarz, wymieniamy się informacjami i wspólnie podejmujemy decyzje. Jeśli chodzi o sam proces szkolenia to wiadomo, że bramkarz musi tak samo grać nogami jak zawodnik z pola.

M.K  Jakie to sukcesy, jak Pan wcześniej wspomniał, odnoszą wychowankowie?

Ł.Z – Pracujemy na swoją markę i powtarzam jesteśmy tutaj jedynie dwa lata. Jesteśmy rozpoznawalni na Mazowszu i staramy się być również na terenie całego kraju. Bardzo mnie cieszy, że w tak krótkim okresie w seniorach zadebiutowało aż czterech zawodników. W wieku 16 lat pierwsze swoje spotkanie w drugiej drużynie seniorów miał Andrzej Ciesielski, który rozgrywał spotkania z powodzeniem. Wstępnie został włączony do kadry pierwszego zespołu w 2 Ligi, lecz kłopoty zdrowotne nie pozwoliły mu kontynuować kariery. Po nim jest kolejny młody talent, Tomek Warszawski z rocznika 2000 i przez te dwa lata zostawał najlepszy zawodnikiem NGA. Jest to jest kolejny zawodnik, który grał w kadrze pierwszego zespołu. Dwóch kolejny szesnastolatków, którzy zadebiutowali w drugiej drużynie to Adrian Saniewski i Łukasz Kardynał. Jeżeli chodzi o młodszych bramkarzy to o kadrę Mazowsza ociera się Wiktor Nowak z 2004 rocznika. Najwięcej nagród za najlepszego bramkarza w turniejach ma Filip Zwoliśki a zaraz za nim jest Adam Koliński oraz Stanisław Madej. Oczywiście, jest też wspomniany wcześniej Wiktor Nowak oraz oczywiście Jan Krzywański.

M.K  Jakie były Pana indywidualne osiągnięcia seniorskie?

Ł.Z  Niegdyś grałem w Starze Starachowice, gdzie przeszedłem wszystkie kategorie wiekowe. W bardzo młodym wieku zadebiutowałem w pierwszej drużynie. Po tym wszystkim wyjechałem do Warszawy, szukać innych klubów gdzie znalazłem się na testach w Hutniku Warszawa. Kiedy coś z tego mogło być a sam człowiek, był na jakimś poziomie i coś sobą reprezentował to przyszła kontuzja, która pokrzyżowała całkowicie moje plany. Tak się moje losy potoczyły, że zostałem trenerem. Jeśli chodzi o szczegóły kontuzji to zerwałem więzadła krzyżowe przednie oraz tylne, potem doszły kłopoty z łękotkami, wytarta chrząstka w stawie kolanowym i już się nie nadawałem do niczego. Były operacje a teraz nadchodzi kolejna.

M.K – Tylko życzyć zdrowia w takim razie. Nie ciągnie Pana w jakiś sposób do powrotu do seniorskiej piłki?

Ł.Z  W pewnym okresie była propozycja, bym został trenerem bramkarzy pierwszej drużyny, lecz było to wtedy kiedy zacząłem działać z NGA. Zdecydowałem jednak, że jeżeli coś rozpocząłem to to muszę skończyć. Nie ma takiej możliwości, że zostawię akademię. Chce wyprofilować oraz wyprodukować seniorów i sama praca z seniorami na chwile mnie nie interesuje. A dlaczego? Dlatego, że ogromną satysfakcje daje mi, że któryś z chłopców zaistnieje w świecie piłki. Przymierzany byłem w zeszłym roku do pierwszej drużyny jak, był trener Wieczorek, ale odmówiłem bo nie ma takiej możliwości by to wszystko zostawić.

M.K – Czy miał Pan propozycję pracy w innych klubach?

Ł.Z – Co sezon dostaje różne propozycje. W tej chwili mam dwie i są bardzo konkretne. Jedna z polskiego klubu, druga z zagranicy. Koledzy pytają się nad czym się zastanawiam, że powinienem skorzystać. Ja jednak myślę trochę inaczej. Tu bije moje serce i tu jest moje dziecko czyli NGA. Nawet nie chce sobie wyobrażać miny moich chłopaków a jest ich już czterdziestu gdyby, dowiedzieli się, że odchodzę. To co nas wszystkich łączy i jaki jest klimat w NGA jest trudne do opisania słowami. Więc i tym razem odmówię, choć nie jeden uderzyłby się w głowę, ale to mało mnie obchodzi. W życiu jest wiele cenniejszych rzeczy, niż same pieniądze. Kłopot w tym, że nie wszyscy to widzą.

M.K   Jak wygląda współpraca z Legionovią?

Ł.Z – Tu również nie mogę powiedzieć złego słowa. Na warunki, jakie mamy na treningu to wygląda to bardzo dobrze. Wszystkie grupy mają zajęcia przynajmniej dwa razy w tygodniu. Jestem bardzo wdzięczny prezesowi i zarządowi za to, co razem stworzyliśmy. Idzie to w dobrym kierunku. Mamy oczywiście swoje problemy, z którymi borykamy się na co dzień. Jak wiemy, każdy sukces rodzi się w bólach, więc damy radę i co nas nie zabiło to nas wzmocni.

M.K – W takim razie życzę sukcesów i zdrowia oraz by wspomniana operacja się udała.

Ł.Z – Dziękuje bardzo.

foto: Bartłomiej Bator