Legionovia: O zażegnanie kryzysu z Widzewem

Legionovia Legionowo

W sobotnie popołudnie – 7 września o godzinie 16:30 Legionovia Legionowo zmierzy się z Widzewem Łódź w ramach 8. kolejki II ligi. Dla Legionovii i jej kibiców to na pewno wielkie wydarzenie. Pokazał to chociażby zeszłoroczny mecz z Górnikiem Zabrze w ramach rozgrywek Pucharu Polski. Wtedy drużyna była jednak w innym momencie. Z powodzeniem radziła sobie w rozgrywkach III ligi, a na rozkładzie miała już wyżej notowanych rywali w tym pierwszoligowy GKS Tychy, a stadion przy Parkowej niemal zapełnił się kibicami.

Mecz Legionovii z Widzewem to dla jednym i drugich spotkanie o życie. Widzew niemal nie może pozwolić sobie na brak awansu w drugim sezonie z rzędu. Już teraz strata łodzian do miejsca premiowanego awansem to 3 punkty. Każde kolejne potknięcie do dla Marcina Kaczmarka i jego zespołu poważne utrudnienie w walce o upragniony przez wielu awans. Legionovia do tej pory gra chyba najgorszą kampanię od lat. Po siedmiu meczach ma tylko 3 „oczka” za zwycięstwo ze Skrą Częstochowa w 1. kolejce i zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli ze stratą 4 punktów do bezpiecznej pozycji. Co gorsza legionowianie do tej pory stracili najwięcej bramek w całej stawce, bo aż 16. Daje to średnią 2,29 gola na mecz. Dodatkowo po stronie zdobyczy zespół Marcina Sasala ma tylko 7 trafień, a więc średnio jednego gola na mecz. Należy jednak pamiętać, że 3 z nich padły na inaugurację w meczu ze Skrą. Średnia w pozostałych 6 meczach wynosi zatem 0,66 gola na spotkanie.

Do poprawy? 

Wnioski są zatem proste. Po pierwsze poprawić grę obroną. Trudno jednak o tym myśleć, kiedy po przeciwnej stronie w ataku występują zawodnicy z doświadczeniem w Ekstraklasie. Na pierwszy plan rzuca się oczywiście Marcin Robak. Dwukrotny król strzelców Ekstraklasy, zdobywca 120 bramek na jej boiskach, a to wszystko w 252 meczach. Mimo 36 lat napastnik cały czas jest w świetnej formie i regularnie znajduje drogę do bramki rywali. W poprzednim sezonie zrobił to 18 razy, jeszcze w barwach Śląska Wrocław i był najskuteczniejszym polakiem w Ekstraklasie. W pokonanym polu pozostawił go tylko Igor Angulo. Teraz Robak do siatki trafiał już 5 razy w 7 spotkaniach. W meczach wyjazdowych zrobił to co prawda tylko raz i to z rzutu karnego, ale jego doświadczenie nie może pozostać niezauważone. Gdy dołożymy do tego Przemysława Kitę, powstanie mieszanka wybuchowa. W 3 meczach w barwach RTS-u zaliczył on 3 trafienia.

Drugim elementem niezbędnym do poprawy przez Legionovię jest ofensywa. Co prawda Karol Podliński zdobył już trzy bramki, ale żadna z nich nie przesądziła o wyniku meczu – były jedynie trafieniami honorowymi. Kiedy spojrzymy szerzej na kadrę zespołu z Parkowej, zwłaszcza w zakładkę napastnicy, próżno szukać tam ,,strzelców wyborowych”. Podliński swój najlepszy sezon zaliczył przed rokiem, gdzie w III lidze trafiał do siatki 7 razy i dorzucił jedno trafienie dla Znicza w II lidze. Na tym samym poziomie nieco lepszy był Arkadiusz Gajewski, który w barwach Ruchu Wysokie Mazowieckie zdobył 13 bramek, a zadanie miał na pozór trudniejsze, bowiem jego zespół bronił się przed spadkiem. Trzeci z napastników Legionovii – Kamil Wolski, który zazwyczaj nie występował na pozycji wysuniętego napastnika dotychczas nie przekroczył granicy 5 goli w sezonie.

Przyczyny nieskuteczności

Drużyna Legionovii przed tym sezonem została tylko nieznacznie przebudowana. Wśród zawodników z doświadczeniem w klubie, występujący w poprzednich rozgrywkach na wyższym poziomie rozgrywkowym pojawił się jedynie Jonatan Staraus. Pozostała trójka to Piotr Maślanka, Paweł Błesznowski i Adam Imiela. Maślanka i Imiela byli wyróżniającymi się zawodnikami na trzecioligowych boiskach, a Błesznowski bronił bramki IV-ligowego KS Łomianki. Jednak żaden z nich do tej pory nie pełnił roli kluczowego zawodnika zespołu. Imiela poprzedni sezon może zaliczyć zdecydowanie do udanych. Był liderem radomskiej Broni i rozgrywki zakończył z 11 trafieniami. Maślanka grywał głównie w linii obrony, ale mimo tego zanotował 2 gole.

Kiedy spojrzymy na listę ubytków i strzelców bramek dla Legionovii z poprzedniego sezonu, porównanie jest dość przerażające. Z drużyny odszedł jej najlepszy strzelec – Piotr Krawczyk, który zanotował 26 trafień, co stanowiło 30% dorobku całej drużyny. Oczywistym jest to, że Legionovia nie mogła się uzależnić od jednego zawodnika. Jednak nieobecność Krawczyka może wydawać się kluczowa. Zwłaszcza z formą z końcówki sezonu.

Powodem dla którego legionowianie radzą sobie słabo wydaje się być zatem dość jasny. Klub nie dokonał należytych wzmocnień. Patrząc przez pryzmat gry Legionovii w poprzednim sezonie również i tam kłopotów nie brakowało. Na myśl przychodzi przede wszystkim spotkanie z Ursusem. Do przerwy Legionovia przegrywała przecież 0:3. Po zmianie stron świetna dyspozycja Krawczyka pozwoliła uratować zwycięstwo. Dodatkowo rywalami Biało-Żółto-Czerwonych nie są już ,,Traktorki”, a chociażby właśnie Widzew Łódź, naszpikowany głośnymi nazwiskami jak Robak, Możdżeń, Rudol czy Kosakiewicz.

Powrót po latach

Rafał Wolsztyński, bo o nim mowa. Wraca do Legionowa po 3 latach. Wtedy w Biało-Żółto-Czerwonych barwach w 14 meczach zdobył 7 bramek. Jego osoba przy Parkowej cały czas jest dobrze wspominana. Jednak nie ma się co temu dziwić. Bowiem w sezonie 2015/2016 po rundzie jesiennej Legionovia znajdowała się tuż nad strefą spadkową. W drugiej rundzie Legionovia grała jednak koncertowo i radziła sobie bardzo dobrze, będąc w tym okresie 4. drużyną ligowej stawki. Duży wkład w ten sukces miał właśnie Wolsztyński, a Legionovia pewnie utrzymała się w lidze. Teraz Rafał jest dużo bardziej doświadczonym zawodnikiem. Rozegrał 10 meczów i strzelił 2 gole w ekstraklasie dla Górnika Zabrze, a dla Widzewa w 18 meczach do siatki trafiał 5 razy.

Brak perspektyw? 

Ciężko spoglądać w przyszłość z pozytywem. Mecz z Widzewem na pewno będzie dla Legionovii trudny, a doświadczenie zdecydowanie przemawia za łodzianami. W kolejnych meczach również łatwiej nie będzie. Legionovia wśród zespołów z którymi konkuruje o wyjście ze strefy spadkowej ma do zagrania jeszcze dwa mecze. Rywalami będą Stal Stalowa Wola i Gryf Wejherowo, czyli na ten moment bezpośredni sąsiedzi w tabeli. Pozostałe drużyny znajdują się już w nieco bardziej komfortowej sytuacji. Wśród nich spadkowicz z I ligi GKS Katowice, czy Resovia Rzeszów i Znicz Pruszków, które bardzo dobrze rozpoczęły trwający sezon.

Co zazwyczaj robią polskie kluby w takich sytuacjach? Zwalniają trenera. To wydaje się najprostszym rozwiązaniem. W końcu zdecydowanie łatwiej zwolnić jednego człowieka, niż posłać na bezrobocie cały zespół. Jednak czy w tym przypadku jest ono najrozsądniejsze? To Marcin Sasal budował sobie drużynę na trwającą batalię i to on powinien wiedzieć najlepiej jak z niej skorzystać. Za szkoleniowcem dodatkowo przemawia doświadczenie zdobywane na wielu frontach i w wielu sytuacjach. Jednak jeśli do przerwy zimowej trenerowi nie uda się ugasić powstałego na ten moment pożaru, klub może mieć problemy z utrzymaniem, a zima w Legionowie może być na prawdę gorąca.