Katarzyna Kwiecień: „Mam poczucie, że jesteśmy niedoceniani”

Sporty walki

– Tak, mam poczucie niesprawiedliwości. Myślę, że te wyniki międzynarodowe, które staram się osiągać w tym sporcie są naprawdę niezłe. – Katarzyna Kwiecień to jedna z bardziej utalentowanych zawodniczek w Taekwon-do i Kick-Boxingu w Europie. Trenująca na co dzień w NKSW Bastion opowiada w bardzo szczerym wywiadzie dla naszego portalu dlaczego czuje się niedoceniona, co zawdzięcza trenerowi Waldemarowi Misiakowi, ale także jak dużo dobrego zyskała dzięki sportom walki. Zapraszamy do lektury. 

Dlaczego Katarzyna Kwiecień nie ma swojego profilu na Wikipedii?

(Śmiech) W naszej okolicy informacje dotyczące naszego klubu – Bastionu czy zawodników nie są ogólnodostępne. Czasami w gazetach ukazywały się artykuły, ale to dzięki naszemu trenerowi (Waldemarowi Misiakowi – przyp. red.), który pisał te artykuły, wysyłał i dbał o to, aby jakaś informacja pojawiła się o nas w mediach.  Mam nadzieję, że dzięki waszemu portalowi będzie trochę więcej informacji o tym co robimy.

Mam jednak wrażenie, że problem ten nie jest tylko lokalny. Trudno jest w Polsce znaleźć informacje nie tylko o Tobie, ale o innych osobach związanych z Kick-Boxingiem czy Taekwon-do. Nie masz wrażenia, że sporty walki są niedoceniane i wręcz omijane przez media?

Tak, masz rację. Sztuki walki nie są doceniane. Myślę, że ludzie też nie mają pojęcia jak ten sport wygląda od zaplecza. Ile wysiłku, ile pracy trzeba włożyć, żeby stać się zawodnikiem, który startuje w zawodach, który cały czas jest w ciągu treningowym przygotowując się do kolejnych imprez.

Czy Twoim zdaniem relacjonowanie i transmitowanie takich wydarzeń jak sztuki walki nie byłoby opłacalne dla mediów?

Myślę, że mogłoby to być opłacalne. Sztuki walki są bardzo widowiskowe. Jeśli chodzi o klimat zawodów czy gal, to oczywiście możemy zobaczyć filmiki, ale tylko w Internecie. Czasami z gal Kick-boxerskich transmisje udostępniane są za opłatą. Z tego co wiem, w tym roku zmienił się prezes Polskiego Związku Kick-boxingu i będzie on działał na rzecz tej dyscypliny, także pod względem promocji.  Ma dążyć do tego, aby telewizja zaczęła się interesować  tym tematem. Ludzie zaczynają się interesować sztukami walk, a na przykład MMA to temat na czasie. Patrząc jednak przez pryzmat całego świata w Polsce dopiero się te sporty rozwijają i wielu ludzi o nich zwyczajnie nie wie.

Czy organizacje takie jak KSW mogą znacząco przyczynić się do propagowania sportów walki?

Myślę, że tak. KSW to połączenie wszystkich sztuk walki – sportów zarówno stójkowych czy w parterze. Zawodnicy muszą mieć ogromne doświadczenie i lata treningów w sportach uderzanych lub kopanych. Im częściej ludzie będą oglądać takie rzeczy, tym większe stanie się ich zainteresowanie sztukami walk i tym częściej odważą się przyjść na trening. Masa osób ma nieprawidłowe wyobrażenie o tym jak wyglądają zajęcia. Powszechne są stereotypy mówiące, że jeśli ktoś trenuje sztuki walki, to jest osobą agresywną, która lubi się bić. Często osoby rozmawiające ze mną, mówią mi, że nie wyglądam na osobę uprawiającą taekwon-do czy kick-boxing. My, to zupełnie inaczej postrzegamy, patrzymy na to przez pryzmat rywalizacji. Jeżdżę na zawody, ciężko trenuję i podczas walki z zawodniczką, chce jej pokazać, że to ja jestem lepsza, mam lepszą technikę i o taki rodzaj rywalizacji nam chodzi. To niekoniecznie jest związane z jakąkolwiek agresją. Walka sportowa jest zgoła odmienna od bójki na ulicy.

Czego nauczyły Cię sporty walki?

Od momentu kiedy zaczęłam trenować moje życie zmieniło się pod wieloma względami. Myślę, że odnalazłam w swoim życiu pasję. To czego nauczyłam się dzięki nim, a przede wszystkim dzięki mojemu trenerowi Waldemarowi Misiakowi, to przede wszystkim pokora. Także wytrwałość, która wiąże się z przyjściem na trening niezależnie od samopoczucia, pogody czy ogólnych chęci. To jest taka zdrowa rutyna, a ta w życiu sportowca jest bardzo pożądana. Ten sport wpłynął również na moje relacje z ludźmi. Poznałam wiele osób, teraz jesteśmy w Bastionie ze sobą bardzo blisko. Spotykamy się praktycznie codziennie, przychodzimy by potrenować i porozmawiać. Fakt, że wyjeżdżamy na zawody także pozytywnie wpływa na nasze dobre relacje. Po prostu się ze sobą przyjaźnimy. Dzięki temu jestem wytrwalsza w swoich postanowieniach. Wiem, że jeśli coś sobie wymarzę czy zaplanuję, to wkładając w to dużo pracy uda mi się to zdobyć. Dobrym przykładem są powołania do kadry Polski i związany z tym fakt, że mogę reprezentować swój kraj. Dzięki temu, że trenuje spełniają się moje marzenia, cele.

Jak wygląda kwestia finansowa Twoich wyjazdów na turnieje? Czy to prawda, że musicie samemu opłacać sobie hotele i przejazdy?

W tamtym roku na Mistrzostwach Europy w Grecji połowę wyjazdu musiałam sfinansować sama. Podobna sytuacja jest podczas krajowych imprez. Niezależnie, czy są to Mistrzostwa Polski, czy Puchary Polski. Z własnych kieszeni musimy pokrywać koszty. Jednakże nasz trener stara się nas maksymalnie od tego odciążyć. Między innymi opłaca dzieciakom przewóz, organizuje noclegi  czy często uiszcza wpłatę startowego. Dzięki temu, że wpłacamy składki to dysponujemy niezależnym budżetem. Wyjazdy często są trzydniowe – w piątek mamy ważenie, a przez weekend trwają zawody. Są to trzy dni poza domem, więc jeśli nie znajdziemy pieniędzy w budżecie, bo nie zawsze się udaje, to musimy zapłacić z własnej kieszeni za jedzenie czy hotele.

Nie uważasz, że Ministerstwo czy Polski Związek Kick-Boxerski powinny inaczej dysponować lub przeznaczać większą ilość pieniędzy na tę dyscyplinę?  Nie czujesz sportowej złości, że poświęcasz czas, pieniądze, a na końcu ktoś poklepie Cię po plecach i powie: „to ja ją stworzyłem”?

Oczywiście jest takie poczucie, że jesteśmy niedoceniani czy pozostawieni sami sobie z tym wszystkim. Tak naprawdę nie wiem jak wygląda to od Polskiego Związku Kick-Boxingu. Nie wiem ile mają pieniędzy żeby przeznaczyć je dla juniorów, kadetów i tak dalej. W kwestii Ministerstwa masz rację –  to niesprawiedliwie, ponieważ są sportowcy, którzy robią ogromne wyniki, wyjeżdżają na zawody i zdobywają Mistrzostwa Europy czy Świata, a brakuje im pieniędzy na życie. My wracamy z zawodów światowych z medalem, pucharem czy dyplomem i to jest wszystko co mogę dostać za mój wkład pracy. Nie mam z tego zysków finansowych lub nagrody praktycznej takiej jak sprzęt, który się zużywa, za który muszę zapłacić. Polscy zawodnicy, to osoby bardzo ciężko trenujące. Jeśli chodzi o rangę międzynarodową, to jesteśmy bardzo doceniani. Reprezentanci innych krajów boją się walczyć z Polakami. Jeśli już dochodzi do takiego pojedynku, to wiedzą że walka będzie ciężka.

Zostając przy temacie finansowym. Ciężko jest znaleźć sponsora, który wspierałby Ciebie lub klub?

Od strony technicznej nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ nigdy nie zajmowałam się tym tematem. Jeśli chodzi o Bastion, to klub sam się utrzymuje ze składek. Nasz trener, który jest głową Bastionu, się tym wszystkim zajmuje. Sam stara się o to wszystko zadbać. Mamy jakieś dofinansowania od Burmistrza na obozy sportowe. Są to jakieś kwoty, ale z tego co wiem, to nasz trener nigdy nie szukał sponsora i raczej staraliśmy się utrzymywać samemu.

W Biuletynie Informacji Publicznej można znaleźć informację, że dostajesz stypendium w wysokości 1000 złotych. Jest kilku sportowców z powiatu, którzy nie osiągnęli choćby cząstki tego co Ty, a otrzymują od Ciebie większe stypendium. Nie czujesz swego rodzaju niesprawiedliwości?

700 złotych na rękę (śmiech). Tak, mam poczucie niesprawiedliwości. Myślę, że te wyniki międzynarodowe które staram się osiągać w tym sporcie są naprawdę niezłe. To dobrze pokazuje ile pracy w to wkładam, jak poświęcam się żeby zdobyć te medale. Z drugiej strony cieszę się, że mam jakieś wsparcie od miasta, w końcu 700 złotych na ulicy nie leży. Choć czasami jeden wyjazd na zawody może kosztować nas około 300 do 400 złotych, więc nie są to jakieś super duże pieniądze. Czasami mamy dwa wyjazdy w miesiącu i suma stypendium znika ot tak.

Chciałbym zapytać Cię jeszcze o Bastion. Co jest w nim takiego fajnego, że jesteś w niego tak bardzo zaangażowana?

Myślę, że w Bastionie najfajniejsi są ludzie i atmosfera, która powstała dzięki nim. Wszystko stało się za sprawą naszego trenera, Waldemara Misiaka, który założył Bastion. To człowiek bardzo otwarty, łatwo nawiązujący kontakty z innymi ludźmi w różnym wieku. Z każdym potrafi się dogadać i nie odmówi pomocy. Nie robi tego dla pieniędzy, a z pasji. Jest bardzo zaangażowany i sądzę, że nie mógłby bez tego żyć. Bastion to jego marzenie. Chciał stworzyć miejsce, gdzie będą przychodzić fajni ludzie żeby uprawiać sport. Robić rzeczy, które naprawdę lubią. To ta atmosfera, ale także nasi trenerzy, dzięki którym osiągamy dobre wyniki. Nasz trener Waldemar Misiak, który prowadzi Taekwon-do i Kick boxing, trener Kondziu – zajmuje się grupą dzieci, trenerka Magda – z najmłodszą grupą wiekową i Marcin który prowadzi Crossfit.

Na koniec chciałbym zapytać co robiłaby Katarzyna Kwiecień gdyby nie uprawiała sztuk walki?

Myślę, że jeździłabym konno. Rekreacyjnie albo bardziej w kontekście sportowym. Na pewno uprawiałbym jakiś sport, gdzie występowałaby rywalizacja sportowa i mogłabym się wykazać…