Damian Wasiak: Obiecuję walkę do ostatniej piłeczki [WYWIAD]

Inne dyscypliny

Przed startem nowego sezonu ligowego, postanowiliśmy przepytać trenera KTS-u Damiana Wasiaka o jego początki, a także plany i marzenia związane z tenisem stołowym. Zapraszamy do krótkiej lektury. 

Rafał Gadzała: Damian Wasiak – trener KTS-u Nowy Dwor Mazowiecki, instruktor tenisa stołowego NOSiR-u, założyciel sekcji tenisa stołowego NOSiR, chyba najbardziej zorientowana osoba jaką znam z powiatu nowodworskiego w ping-pongu. Sporo tego, coś pominąłem?

Damian Wasiak: Na samym początku muszę Cię trochę skorygować. Jestem zorientowaną osobą, ale w „tenisie stołowym”. Wspomniany przez Ciebie „ping-pong” to od kilku lat inna odmiana tego sportu. Polega na grze rakietkami, które zamiast okładzin posiadają papier ścierny. Stosowane są nieco inne zasady, jak chociażby tzw. double point, czyli możliwość zdobycia w wybranym momencie seta dwóch punktów. Odbywają się nawet Mistrzostwa Świata, które od lat goszczą w Londynie i cieszą się sporą popularnością. Wracając do tenisa stołowego, to zapomniałeś, że nadal jestem czynnym zawodnikiem (uśmiech). Naszą sekcję zakładałem z innym trenerem – Markiem Malitą, a ogromny udział miał przy tym pan Dariusz Wąsiewski, który zaufał dwóm pasjonatom tenisa stołowego. Za tą decyzją poszły kolejne. Między innymi o założeniu profesjonalnego klubu, a następnie stworzeniu drużyny, która będzie występować w drugiej lidze mężczyzn.

RG: Pierwsze na ogień pójdą pieniądze. Ile zarabiają najlepsi w Polsce tenisiści stołowi? Ile trzeba poświecić, żeby zaistnieć na polskiej scenie?

DW: Dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają (śmiech). A tak naprawdę uważam, że to bardzo dobre pytanie, ponieważ jest bardzo mała świadomość, że tenis stołowy może być pomysłem na życie. Nasza najwyższa klasa rozgrywkowa, czyli Superliga Tenisa Stołowego jest jedną z najsilniejszych w Europie. Śmiem twierdzić, że tenis stołowy na naszym kontynencie „odradza się”, co potwierdzić może poziom ligi polskiej, francuskiej czy niemieckiej. Coraz więcej zawodników azjatyckich znajduje się w składach zespołów, a to oznacza również, że kluby zwiększają swoje budżety. Kontrakty profesjonalnych zawodników na pewno nie są porównywalne z tymi, które otrzymują chociażby piłkarze, lecz dają swobodne funkcjonowanie na dość wysokiej stopie życia, która pozwala skupić się tylko na treningu i startach. W tenisie stołowym odbywa sie bardzo wiele turniejów międzynarodowych z cyklu World Tour, w których pula nagród cały czas jest zwiększana. Znowu mogę dodać, że nie są to kwoty tak ogromne, jak w przypadku tenisa ziemnego, lecz przykładowo w przyszłym miesiącu takie zawody będą rozgrywane we Władysławowie w Polsce, a ich pula wyniesie 30 000 dolarów. Warto dodać, że jest to niższy rangą turniej, ponieważ w Niemczech czy Katarze w puli jest około 300 000 dolarów. Odpowiadając na drugą część pytania, nie zaskoczę nikogo jak stwierdzę  – całe życie. Jeśli chce się osiągać wysokie wyniki w Polsce, a co za tym idzie startować również na arenie międzynarodowej potrzeba wielu lat treningów, najczęściej dwa, trzy razy dziennie. Do tego dochodzi trening fizyczny, mentalny dieta oraz ciągłe wyjazdy, zgrupowania, turnieje, mecze. Po prostu trzeba cały swój cykl podporządkować pod tenis stołowy.

RG: Zaczynimy od początku. Od kiedy jesteś zaprzyjaźniony z paletką do tenisa stołowego, jak to się rozpoczęło i dlaczego akurat ten sport?

DW: Od początku mojej przygody z tenisem stołowym minęło już ponad 14 lat. Zaczęło się to w szkole, gdzie na przerwie graliśmy na korytarzu z kolegami. Pewnego dnia moja mama przeczytała o turnieju, który organizował mój pierwszy trener – pan Janusz Rzeszot. Pojechałem na te zawody i zająłem trzecie miejsce. Przy okazji dowiedziałem się o możliwości trenowania i od tamtej pory tak już zostało, a z każdym dniem moja pasja do tego sportu wzrastała. Po części była to również decyzja moich rodziców, ponieważ jak większość dzieci chciałem „kopać w piłkę”. Zarówno mama jak i tata byli do tego sceptycznie nastawieni i zapisali mnie na tenisa stołowego, który też zawsze sprawiał mi dużo radości. Teraz zdecydowanie im dziękuję i cieszę się, że wybór właśnie padł na tę dyscyplinę.

RG: Jak odbywa się normalny trening tenisa stołowego? Przecież nie przychodzicie i gracie 2h między sobą.

DW: Trening tenisisty stołowego jest bardzo skomplikowany, trochę monotonny, ale to nie tylko gra. Tak jak wspominałem już wcześniej, składa się na to przygotowanie fizyczne, motoryczne, mentalne oraz techniczne. Oczywiście największą część czasu poświęcamy grze przy stole. Trenujemy wtedy wszystkie niezbędne i wykorzystywane w grze zagrania rozpoczynając od serwisu. Bardzo często trening polega no konsekwentnym wykonywaniu jakiegoś uderzenia, przy odpowiednim poruszaniu się na nogach. Tenis stołowy to automatyzm. Podczas meczu jest niezwykle mało czasu na decyzje, odpowiednie zidentyfikowanie piłki, rotacji oraz odegranie jej tak jak byśmy tego chcieli. To wszystko jest wytrenowane, a gra na punkty to bardzo często ten automatyzm, o którym wspomniałem, czyli odbicie piłki, na którą wiele godzin przygotowywałem się na treningu. Tak mogę to wyjaśnić w najprostszy sposób. Mogę dodać jeszcze, że bardzo ważne jest także przygotowanie kondycyjne i wyprowadzę od razu z błędu, że to nie jest zwykłe stanie w miejscu i odbijanie piłeczki, ale najlepiej chyba będzie to zobaczyć na żywo, dlatego już teraz zapraszam na salę.

RG: Spodziewałeś się takiego „WOW” na tenis stołowy? Pod sobą macie sporą grupę dzieciaków chętnych do treningu.

DW: Muszę przyznać, że byłem nieco zaskoczony. Nasza sekcja powstała niedawno, a już teraz posiadamy kilka grup treningowych, zaczynając od młodzieżowej, a kończąc na profesjonalnej. Łącznie w tenisa stołowego w naszym klubie gra ponad 40 osób, co jest znakomitym wynikiem. Jest to sport indywidualny, a w meczu ligowym występuje czterech zawodników, dlatego nie musimy posiadać takiego zaplecza, jak chociażby piłkarze, gdzie na boisku potrzeba jedenaście osób. Oczywiście chcemy, aby tę dyscyplinę wybierało jak najwięcej osób, ale zawsze cieszymy się przychodząc na nowodworską halę, która pęka „w szwach”, a dzieciaki grają w tenisa stołowego, siatkówkę czy piłkę nożną, wybierając aktywny tryb życia. Nasz najmłodszy zawodnik ma 5 lat, co również pokazuje, że przygodę z tym sportem można zacząć bardzo wcześnie i będzie ona trwała przez całe życie, gdyż nasz najstarszy zawodnik ma ponad 65 lat.

RG: Przejdźmy teraz to KTS-u. Zaraz rusza nowy sezon ligowy, a klub z Nowego Dworu wystawia drużyny aż w 3 ligach. Jaki jest plan minimum, jaki jest maximum?

DW: Dla nas to nowa sytuacja, dlatego chcemy wszystko dopiąć na „ostatni guzik” pod kątem organizacyjnym. Wszyscy zawodnicy przeszli okres przygotowawczy do sezonu, dlatego o formę sportową w tej chwili się nie martwię. Naszym planem minimum jest dobra gra. Chcemy, aby pierwszy zespół pokazywał charakter i był pewnego rodzaju wizytówką tego sportu w naszym mieście oraz godnie reprezentował nasze miasto na arenie krajowej. To pierwszy sezon w drugiej lidze mężczyzn, dlatego będziemy walczyć o każdy punkt i spokojne utrzymanie się na tym poziomie rozgrywek. Liczę, że naszym „piątym” zawodnikiem będą kibice, których już teraz serdecznie zapraszam na mecze ligowe na hali sportowej przy ulicy Młodzieżowej 1 w Nowym Dworze Mazowieckim. Drużyna rezerw, która będzie występować w trzeciej lidze mężczyzn składa się przede wszystkim z osób, które z KTS-em związane są od początku i prężnie pomagają się rozwijać. W sezonie 2019/2020 swoją szansę na tym szczeblu dostanie dwóch młodzieżowców, którzy są brani pod uwagę w kontekście pierwszego zespołu. Trzecie drużyna zaczyna swoją przygodę od najniższej klasy rozgrywkowej, czyli piątej ligi. Tutaj jest to przede wszystkim szansa dla naszych najmłodszych zawodników z grupy młodzieżowej, których wspierać będą starsi i bardziej doświadczeni koledzy.

RG: Dokonaliście wielu ciekawych transferów. Co możesz powiedzieć o nowych nabytkach KTS-u?

DW: Każdego z osobna zaprezentowaliśmy na naszym profilu na facebooku, dlatego serdecznie zachęcam do zaglądania na naszą stronę, gdzie można znaleźć wszystkie informacje związane z klubem, startami, ale również z zawodnikami. Kompletując kadrę na nowy sezon zwracaliśmy uwagę przede wszystkim na rozwój tenisa stołowego w naszym mieście. Wszyscy zawodnicy są do naszej dyspozycji i trenują w Nowym Dworze, co w tenisie stołowym bardzo rzadko się zdarza. Każdy nasz ruch transferowy miał określony cel, a najciekawszym jest chyba pozyskanie Piotra Stępińskiego z drużyny MUKS Gąbin, gdzie w poprzednich rozgrywkach przegrał tylko cztery gry singlowe, a wygrał aż szesnaście i był jednym z najlepszych zawodników drugiej ligi. Ponadto do zespołu dołączył Kamil Kleczkowski, który w swojej karierze miał okazję występować w pierwszej lidze, a także reprezentować Polskę na zawodach międzynarodowych z cyklu World Tour, o których wspominałem. Kolejny nasz transfer to Daniel Draczka, który pasował do naszej drużyny pod kątem ambicji oraz zaangażowania, a do tego również w swojej przygodzie osiągał znakomite sukcesy i z bardzo korzystnym bilansem rywalizował na poziomie drugiej ligi. Cały czas wzbogacamy grupę treningową i chcemy stawiać na młodzież, dlatego do rezerw dołączyło dwóch zawodników w wieku dziewiętnastu lat.

RG: Współpracujecie z innym klubem tenisa stołowego działającym na terenie gminy Czosnów, możesz zdradzić nam na czym ta współpraca polega?

DW: Oczywiście. Z radością przyjęliśmy informację o powstaniu nowego klubu tenisa stołowego w naszym powiecie. Mowa tu oczywiście o SRS Łomna, z którym zdecydowaliśmy się od tego sezonu współpracować. Wspólnie mamy ten sam cel, czyli chcemy popularyzować tenis stołowy, rozwijać poziom rozgrywek oraz naszej młodzieży, a także każdemu dać możliwość uprawiania tej dyscypliny. Nie będę wszystkiego zdradzał, lecz juz odbyło się pierwsze wydarzenie, które wspólnie zorganizowaliśmy, czyli turniej z okazji Dni Czosnowa. Rozegraliśmy również mecz sparingowy, gdzie mieliśmy okazję „testować” naszych nowych zawodników. W planach jest wiele, wiele kolejnych pomysłów, ale informować będziemy na bieżąco podczas trwania sezonu. Nasza współpraca będzie również sprowadzała się do płaszczyzny treningowej w kontekście dzieci i młodzieży. Chcemy, aby w naszym powiecie były dogodne warunki do rozwoju, a to w przyszłości miejmy nadzieję przyniesie nam sukcesy i medale. Na pewno obie strony zyskają na tym porozumieniu.

RG: Na koniec czego Ci można życzyć? Oprócz zdrowia, bo to dla sportowca najważniejsze. Co raz więcej chętnych młodych adeptów tenisa w Nowym Dworze? Awansu KTS-u w lidze? Czy może czegoś innego?

DW: Zdrowie na pewno jest najważniejsze w tym wszystkim, lecz kolejne życzenie to chyba, tak jak wspomniałeś więcej chętnych adeptów oraz osób zaangażowanych w tenis stołowy nie tylko w naszym mieście, ale również w powiecie. Na awans do wyższej klasy rozgrywkowej na pewno jeszcze będzie czas, lecz już teraz mogę zapewnić jako zawodnik i trener, że jeśli nadarzy się taka okazja, to będziemy do ostatniej piłeczki o taką promocję walczyć. Na razie nastawiamy się na kreatywną grę i zarówno rozwój klubu jak i indywidualności. Cały czas mam swoje cele związane z płaszczyzną zawodniczą, gdzie chcę się rozwijać i zdobywać punkty dla naszej drużyny, ale również z płaszczyzną trenerską, gdzie chciałbym jak najwięcej przekazać naszym młodym zawodnikom i wspólnie z nimi cieszyć się w przyszłości z sukcesów, dlatego to jest moje życzenie. Na koniec chciałbym podziękować wszystkim osobom, które są z nami, zaufały nam i ciągle nam pomagają, a także prosić każdego z osobna o wsparcie podczas meczy drugiej ligi. Doping naprawdę pomaga !!! Do zobaczenia przy stole.